0
Serniczek 7 lutego 2015 22:29
Witam w kolejnej mojej relacji z podróży. Dziękuje za trafienie tutaj i mam nadzieję, że będziecie się Wam dobrze czytało. Spodziewajce się dużej ilości zdjęć, bo zrobiłem ich ponad 800 ;) Na końcu postaram się dać trochę informacji praktycznych.

Wstęp

Gdy u nas jest 25 stopni, to ludzie nie pracują, a szkoły są zamkniętę. Jest za gorąco - powiedział właściciel Holiday Village Nuorgamin Lomakeskus

W grudniu cierpieliśmy z gorąca w Azji, tym razem czas było pocierpieć w Finlandii. Choć tym razem z zimna ;)
Jak co roku trzeba było zdecydować o kierunku zimowej podróży. Propozycji było dużo: Wyspy Zielonego Przylądka, Bałkany, Islandia, Kirgistan, Kazachstan, Sri Lanka, Meksyk, Portugalia i wiele innych. Szukałem tego wszystkiego przez dobre kika miesięcy. Ostatecznie padło na Laponię. Destynacja zatem została ustalona. Teraz pozostało szukanie informacji na temat atrakcji na miejscu, a potem ułożenie jakiegoś sensownego planu. I z tym był kłopot - cały czas wychodził za drogi. Kombinowałem z przelotami, rozkładem hoteli itp., ale nic to nie dawało. Największym problemem były godziny lotów. Lot HEL-IVL odbywał się rano. Oznaczało to, że musielibyśmy przylecieć do fińskiej stolicy dzień wcześniej oraz tam nocować. Żeby nie było za łatwo, to lot TKU-GDN również był dosyć wcześnie, przez co trzeba było nocować w Turku podczas drogi powrotnej. I te, z pozoru nieistotne przeciwności losu, znacznie podwyższały koszt pierwotnego planu. No właśnie - pierwotnego ;) Po kolejnej nieudanej próbie zbicia ceny w dół pomyślałem o pociągu. Mianowicie chodzi o nocną kolej z Helsinek do Rovaniemi. Dzięki temu odpadał jeden nocleg. Robiło się ciekawie. Zacząłem do tego dogrywać autokary i hotele. Po końcowym podsumowaniu byłem całkiem zadowolony z efektu. Udało się obniżyć cenę o około 1000 PLN. Ostateczny harmonogram przejazdów kształtował się tak:

20.01 WMI-GDN FR 21:40-22:30 B737-8AS (FR3099)
21.01 GDN-TKU W6 9:15-11:40 A320-232 (W61751)
21.01 Turku-Helsinki Onnibus 14:00-16:00
21.01-22.01 Helsinki-Rovaniemi VR 18:52-7:43
22.01 Rovaniemi-Kaamanen Eskelisen Lapin Linjat 11:45-17:15
23.01 Kaamanen-Nuorgam Gold Line 12:20-15:55
25.01 Nuorgam-Inari Gold Line 11:05-14:10
27.01 Inari-Ivalo lotnisko Ilmari Slant 8:15-9:30
27.01 IVL-HEL DY 10:45-12:20 B737-8JP (DY5633)
27.01 Helsinki-Turku Onnibus 14:45-16:45
28.01 TKU-GDN W6 12:10-12:35 A320-232 (W61752)
28.01 GDN-WMI FR 16:00-16:45 B737-8AS (FR3098)

Image

Krótkie opisy miejsc, w któyrch byliśmy:

Kaamanen
Wioska znajdująca się na drodze E75 w gminie Inari. Mieszka w niej około 200 osób. Położona jest przy rzece i wśród okolicznych lasów. Znana z dobrych miejsc do obserwacji ptaków.
Nuorgam
Wioska znajdująca się przy granicy z Norwegią w gminie Utsjoki. Mieści się nad rzeką Teno, która znana jest z dobrych połowów łososia. W okolicy znajdują się również Wzgórza Nuorgam. Miejscowość tworzą domy rozciągnięte wzdłuż drogi 970. Ciągnie się ona z Karigasniemi i została uznana za najpiękniejszą drogę Finlandii. Stoi tu kamień symbolizujący najbardziej północny punkt Unii Europejskiej i Finlandii.
Inari
Stolica ludzi Sami. Leży w gminie o tej samej nazwie oraz nad jeziorem... także o tej samej nazwie ;) Obejrzeć tu można muzeum poświęcone Laponii - Siida oraz drewniany kościół z 1760 roku. Latem można wypoczywać nad jeziorem Inari lub, jak kto woli, Morzem Sami :) Dociera tu sporo turystów, więc baza noclegowa jest dobrze rozbudowana.

Hotele

Gdańsk-Hotel Hampton by Hilton Gdansk Airport
Kaamanen-Kaamasen Kieravi
Nuorgam-Holiday Village Nuorgamin Lomakeskus
Inari-Holiday Village Inari
Turku-Omena Hotel

Główny cel podróży:
Oczywiście zorza polarna! Jak z tym wyszło? O tym przeczytacie w relacji ;)

Plan podróży-jest! Atrakcje na miejscu-są! Hotele-są! Cel podróży-jest! A zatem możemy kończyć wstęp i zaczynać właściwą część relacji ;)

Ważne: to nie była podróż budżetowa. Ot taki feriowy wyjazd z mamą ;) Lowcostowy charatkter wyjazdu mogły ratować jedynie niskie ceny przejazdów i przelotów oraz to, że dwa razy żywiliśmy się w supermarkecie.

Dzień 1
Przygoda rozpoczęła się na lotnisku w Modlinie. Pierwszą czynnośćią, jaką wykonaliśmy po wejściu, było nadanie bagażu. Mianowicie sporego plecaka górskiego. Pomimo tego, iż ważył tylko 8 kg, to przez jego rozmiary nie nadawał się na podręczny. Mieliśmy ze sobą również plecak szkolny i małą walizkę, ale one mieściły się w dozwolonych wymiarach. Kontrola bezpieczeństwa trwała dłużej niż zwykle. Strażnicy byli dosyć dokładni ;) Cóz, jak dla mnie to dobrze ;) Po sukcesywnym przejściu przez kontrolę poszliśmy kupić coś do jedzenia. Następnie udaliśmy się pod bramkę, z której miał odlecieć samolot do Gdańska. Chciałem zrobić zdjęcie, ale okazało się, że zapomnieliśmy z domu karty pamięci do aparatu. Było to pierwsze nieprzygotowanie do podróży. Niestety było ich więcej ;) Nie znaleźliśmy nigdzie karty na lotnisku. Pomyśleliśmy, iż dostaniemy ją w Gdańsku. Żeby się nie nudzić zacząłem czytać książkę. Kilkanaście minut później zaczął się boarding. Strasznie się on przedłużał. W kolejce staliśmy około 30 minut. W międzyczasie obsługa nadrywała karty pokładowe w celu oszczędności czasu. Typowe dla Ryanair'a. Naszym samolotem był Boeing 737 o numerach EI-ENW, czyli 4 latek. Mieliśmy do dyspozycji siedzenia o numerach E i D, więc o oknie można było zapomnieć. O ile lot minął spokojnie, to lądowanie było jego przeciwieństwem. Rozbrzmiały gwizdy, a zewsząd słychać było klaskanie :) Podsłuchałem również interesującą rozmowę, w której padło dobre pytanie: Ej, to my jedziemy do starego terminala, bo w nowym to tam Sasy i Lufy mają wykupione, nie? Ach te biedne Rajanery :) Po spacerze do terminala powędrowaliśmy odebrać bagaż. Oprócz naszego plecaka na taśmie była tylko jedna walizka (albo plecak, nie pamiętam). Następnie przeszliśmy się do Hotelu Hampton, który znajduje się tuż przy lotnisku. Zdjęcia z telefonu, więc wybaczcie jakość ;)
Image

Image
Zawsze się zastanawiam czy rzeczywiście by nie chcieli zapłaty, gdybym był niezadowolony :D My na szczęście byliśmy zadowoleni :)
Image
Wybraliśmy go głównie ze względu na lokalizację, ale mogę powiedzieć, że to był dobry wybór. Pokoje były czyste, duże i ładnie urządzone. Łożka wygodne i szerokie. W toalecie również nie dopatrzyłem się wad. Następnego dnia musieliśmy wcześnie wstać, toteż niedługo po przyjściu poszliśmy spać.
Dzień 2
Obudziliśmy się około 7. Kilka minut później byliśmy już w drodzę na śniadanie. Wybór nie był specjalnie duży, ale jak najbardziej wystraczający. Zjadłem płatki, kanapkę z nutellą i miskę oliwek. Po wymeldowaniu się i wyjściu z hotelu oczywiście poszliśmy w stronę terminalu. Lekko padał śnieg. Na lotnisku byliśmy za wcześnie. Nie było jeszcze stanowisk do odprawy, jednak do kilkunastu minutach się pojawiły.
Image

Image
W wizzairze mieliśmy wykupiony duży bagaż podręczny i rejestrowany. Bardzo podwyższyło to koszty podróży. Po przejściu kontroli poszliśmy szukać karty do aparatu. Poszło sprawnie, bo udało się w pierwszym sklepie. Przy okazji zakupiliśmy sok pomarańczowy :)
Image
Rano na lotnisku, tylko maszyna węgierskiego przewoźnika stoi sama.
Na GDN jest strefa darmowego internetu. Nie działa on rewelacyjnie, ale niezaprzeczalnie się przydaje. Szczególnie, że do odlotu mieliśmy dużo czasu 8-)
Image
Potem przyleciał Eurolot
Około 20 minut przed planowanym boardingiem podeszliśmy pod bramkę. I znowu czekała na nas niespodzianka! :) Chociaż i tym razem nie była przyjemna :) Lot było opóźniony, aczkolwiek nie było źle, ponieważ tylko 30 minut.
Image
Na szczęście samolot był o czasie. O tym opóźnionym czasie ;) Wpuszczanie odbyło się standardowo. Ustawiły się 2 kolejki, a w zasadzie 3, bo jedna odchodziła od drugiej. W pierwszej stali pasażerowie z piorytetem. W dwóch pozostałych ''biedaki bez pierwszeństwa''. A może ''oszczędni bez pierszeństwa''. Jak dla mnie kupowanie tego jest trochę bez sensu. ALE KTO BOGATEMU ZABRONI?! :D
Image
Do Turku lecieliśmy niespełna roczną maszyną o numerach HA-LYD
Tym razem udało się znaleźć przy oknie. Lot do Turku odbył się już bez niespodzianek.
Image
Widoki przy lądowaniu
Po wylądowaniu zaczęliśmy kołować do terminala, lecz coś tu nie pasowało. Zamiast do terminala 2 (z niewiadomych powodów przez niektórych nielubiany), tym razem zawitaliśmy do jego większego brata. Tóż to skandal! Łizery mają korzystać z wspaniałego terminala 2! A tak na serio to naprawdę nie mam pojęcia, czemu samolot zawiózł nas do terminala 1.
Image
Przy kołowaniu mijamy maszynę szwedzkich linii lotniczych NextJet
Przy odbiorze bagażu poznaliśmy Polaka, który przyjechał do Finlandii pracować. Usłyszeliśmy pytanie: A państwo ile czasu mieszkają w Finlandii? :D Nie wiem skąd to przypuszczenie. Razem poszliśmy na przystanek. Tam poznaliśmy Polkę, która miała bilet na tego samego Onnibusa. Spóźniliśmy się minutę na autobus, więc musieliśmy poczekać kolejne 20. Było zimno, toteż czekanie nie było najprzyjemniejsze. Do centrum Turku (Kauppatori) z lotniska można się dostać autobusem nr.1. Jego przystanek znajduje się tuż przy wejściu do Terminala 1. Przy terminalu 2 też jest przystanek, ale autobusy odjeżdzają stamtąd tylko o określonych godzinach. Bilet normalny kosztuje 3 EUR i można z niego korzystać przez 2 godziny. Można kupować u kierowcy. Więcej informacji na stronie:www.foli.fi/en. Po wyjściu na Kauppatori poszliśmy do kolejnego przystanku, z którego odjeżdżał autobus do Hotelu Caribia. Znowu się byliśmy spóźnieni o parę chwil. Po kilkunastu minutach podjechał autobus nr.53. O ile dobrze pamiętam, to na miejsce dojedziemy też numerami 50, 51, ale nie jestem pewny. Na przystanku znajduje się mapka, więc warto dokładnie wszystko sprawdzić.
Image
Mapa przystanków na Kauppatori. Zródło http://www.foli.fi/en/node/221/
Dojechaliśmy pod Hotel Caribia. To znaczy prawie dojechaliśmy, bo wysiedliśmy 2 przystanki za wczesnie. Zgodnie z poradami zapytanego mieszkańca ;) Jako, iż nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy, zapytaliśmy przechodnia o wskazanie drogi. Hotel Caribia jest różowy i było go widać w oddali, więc otrzymalśmy odpowiedź ''follow the pink'' :D Z tą wskazówką przystanek Onnibusa znaleźliśmy bezproblemu. Jest on ustawiony na placu przed hotelem. Najlepiej szukać czerwonej tabliczki z napisem ''Onnibus coś tam coś tam''. Z racji tego, że byliśmy kilkanaście minut przed odjazdem poszliśmy do Hesburgera, czyli bardzoooooo popularnej sieci fast-food w Finlandii. Za juustohampurilainen (cheeseburger) zapłaciliśmy 2.90 EUR, a kanatortilla (tortilla z kurczkiem) kosztowała nas 4.90 EUR. Wracając zobaczyliśmy, że autokar już stoi na przystanku. O samej jezdzie nie napiszę zbyt dużo, ponieważ połowę trasy przespałem. Mogę jedynie zarzucić jedną ciekawostką: schodząc po schodach do łazienki zobaczyłem napis ''uważaj na głowę''. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że był on po polsku. I to jest dbanie o turystę! Nie dość, że troszczą się o naszą głowę, to jeszcze robią to w naszym języku :D Chociaż nie wiem, co o tym sądzą lokalni :D
Image
Helsinki! Nadchodzimy! :D
Po około dwóch godzinach dojechaliśmy do Helsinek. W tym momencie powinniśmy się pożegnać z naszym towaryszem podróży, ale szliśmy w tym samym kierunku. Mianowicie do dworca kolejowego. My szliśmy na pociąg, a ona na autobus.
Image
Dworzec kolejowy wygląda imponująco
Pożegnaliśmy się dopiero w środku dworca. Mieliśmy jej wysłać zdjęcia zorzy, jeśli uda się ją zobaczyć. No właśnie ;) Jeśli się uda ;) Nasz pociąg jeszcze nie wyświetlał się na tablicy, więc wybraliśmy się na obiad. W tym celu ruszyliśmy w stronę znanego już nam centrum handlowego Kamppi.
Minęliśmy chińską restauracje, w której jedliśmy rok temu i weszliśmy do lokalu serwującego grecką kuchnię.
Image
Za obiad zapłaciliśmy 40 EUR. Witajcie północnoeuropejskie ceny! :D Jedzenie było średnie, ale przynajmniej się najedliśmy.
Image
Kamppi
Pomimo tego, że nie było zimno, to wiatr świetnie zastępował rolę mrozu. Chcieliśmy jak najzybciej wrócić na dworzec, jednak trochę pobłądziliśmy. Na szczęście udało się w miarę szybko odnaleźć prawidłową drogę. Nasz pociąg wyświetlał się już na tablicy. Poszliśmy do kas zapytać się czy jest możliwość zmian zmiany siedzień na kuszetki. My niestety mieliśmy bilet Advance, czyli najtańszą taryfę. Takie bilety trzeba rezerwować odpowiednio wcześniej aby dostać najlepszą cenę. Niestety, jak to często bywa, najtańsza taryfa = zero zmian. I tak też było w naszym przypadku. Pani w kasie powiedziała, że możemy się zapytać konduktora czy są wolne jakieś kuszetki. Jeśli tak, to moglibyśmy taką nabyć za 40 EUR/os. Chyba jednak podziękujemy :D
Na naszą 13 godzinną podróż kupiliśmy pitę z kurczakiem, słodkie bułki i soki pomarańczowe. Następnie poszliśmy na peron.
Image

Image
Pociąg Allegro. Niestety my nim nie jedziemy :)
Na razie stał jeszcze pociąg jadący do Moskwy. Usiedliśmy na ławce i w wesołym nastroju czekaliśmy na nasz kolej (w sumie to nie wiem teraz, o jakiej kolei piszę :D). Najciekawsza część podróży dopiero się zaczynała :)
Image
Po kilkunastu minutach wjechała nasza maszyna :)
Image

Image
Pierwsze wrażenie? Jest naprawdę dobrze. Wagon miał rozkład foteli 2-1. My wzięliśmy dwie ''jedynki'' ze stolikiem i gniazdkiem elektrycznym. Miejsca na nogi było baaaaardzo dużo. Jednak jak to powiadają - nie ma miejsc idealnych. Pomimo tego, co było napisane na stronie, w naszym wagonie nie było internetu. Była jakaś sieć, nawet na początku jazdu udało mi się przeglądać internet, lecz trwało to jakieś 15 sekund ;) Potem sieć znikła. Pojawiała się co jakiś czas, ale nie dało się połączyć. Wagon był wypełniony w około 30 %. Zacząłem czytać książkę.
Około 21:30 zatrzymaliśmy się w Tampere. Staliśmy tam około 30 minut, zapewne przepuszczaliśmy jakiś pociąg. Pani obok robiła na drutach. Ciekawy sposób na spędzenie czasu :) Przed 24:00 dojechaliśmy do Seinajoki. Sprawdziłem naszą lokalizację na telefonie. Jeszcze dłuuuga droga przed nami. Powoli miałem dosyć czytania. Obserwowałem co robili inni. Pasażer obok w coś grał, a dwie pasażerki już od kilkunastu minut spały.
Dzień 3
Po odjeździe z Seinajoki, czyli parę minut po 24:00, poszliśmy przekonać się czy w naszym 13 godzinnym domie jest wagon barowy. Owszem był ;) I to całkiem blisko, bo dwa wagony od nas. Dużego wyboru nie było, ale i tak nie zamierzaliśmy nic kupować. Ja miałem jeszcze trochę swojej pity z kurczakiem. Ostatecznie kupilśmy tylko 2 wody, bo appelsiinimehu (sok pomarańczowy) już się kończył. Jak już pisałem, wagon był prawie pusty, więc rozłożyłem się na dwóch wolnych siedzeniach w celu udania się do krainy snu ;) Nawet mi się to udało, jednakże po godzinie zostałem brutalnie obudzony :) Nie było mi zbytnio wygodnie, toteż wróciłem na swoje miejsce. Wziąłem książkę do ręki, ale stwierdziłem, że nie chce mi się czytać. Postanowiłem spróbować zasnąć ponownie. Tym razem we własnym siedzeniu. Założyłem poduszkę podróżną na szyję, między głowę a szybę włożyłem szalik. Przy głowie miałem grzejnik, więc o ciepło nie musiałem się martwić. Ułożyłem się w fotelu i zasnąłem około 2:00. Teraz sobie myślę, że wyglądałem naprawdę idiotycznie. No i co z tego? Ważne, że efekt był :D Obudziłem się około 7:00. Za 40 minut powinniśmy dojeżdżać do Rovaniemi. Poszedłem do toalety założyć spodnie termoaktywne pod jeansy. Łazienka prezentowała się bardzo dobrze - dużo miejsca, czysto i była półeczka, która się przydała przy przebieraniu ubrań :) Sedes działał, jak te w starych polskich pociągach. Po prostu naciskało się pedał, a ''zawartość'' spadała :) Czyl w Finlandii lepiej nie chodzić po torach :D Mniej więcej o planowanym czasie przyjechaliśmy do
Image
Rovaniemi
Po wyjściu czułem z pociągu czułem się jakby ktoś obrzucił mnie lodem, oblał zimną wodą i następnie postawił obok wentylatory włączone na pełną moc :D Jednak nagłą zmiana temperatury o 35 stopni nie jest zbyt przyjemna. Reasumując - było strasznie zimno :) Strasznie - strasznie zimno :D
Image
Piękny widok na stację
Image
Ośnieżone drzewa
Zauważylimy również, że większość składu stanowiły duże i nowe wagony. Było tylko parę takich, jakimi my jechaliśmy. Przypadek? Nie sądzę :D W drodzę na stację zaliczyłem również pierwszą ''glebę''. I w tym miejscu chciałbym ostrzec wszytkich tych, co planują wyjazd do Laponii w zimę. Jak wiadomo w tym okresie nie ma co liczyć na normalne chodniki. Zamiast tego jest wychodzony śnieg. No właśnie... wychodzony i chyba wypolerowany. Z czasem idzie się do tego przyzwyczaić, ale na początku radzę uważać, bo czasami bywa naprawdę ślisko ;) O czym trzy razy się przekonałem :D Po wyjściu z budynku stacji skręciliśmy w prawo. Szliśmy cały czas przed siebie. Po pewnym czasie dotarliśmy do dworca autobusowego. Weszliśmy do środka sprawdzić czy wyświetla się nasz autokar. Pomimo tego, że było kilka minut po ósmej, wciąż było ciemno (i zimno przy okazji ;)). Poszliśmy dalej, szukaliśmy do McDonalda. I z tym był problem. Nie mieliśmy pojęcia, jak tam dotrzeć. Na szczęście jakaś dobra dusza wskazała nam właściwą drogę i po kilkunastu minutach trafiliśmy do celu.
Image
W znanym fast-foodzie wciąż było menu śniadaniowe. Zamówiliśmy po kawie, Fresh McTortilli (czy jakoś tak) oraz ciastku jabłkowym. Na miejscu byliśmy przez niecałą godzinę. Nie spieszyliśmy się - nie zależało nam na dokładnym zwiedzaniu, ponieważ juz bylśmy w Rovaniemi. Założyłem spodnie narciarskie, ponieważ jeansy okazały się niewystarczające i udaliśmy się nad rzekę. Weszliśmy na ulicę Koskikatu, czyli deptak w Rovaniemi. Znajduje się tam dużo restauracji i sklepów. Zrobiło się już jasno i przy okazji trochę cieplej.
Image
Nad rzeką zrobiliśmi parę zdjęć, jednak czekała nas kolejna niespodzianka :) W trakcie robienia fotografii na aparacie pojawił się napis ''battery exhausted''. To samo wydarzyło się dzień wcześniej przed odjazdem pociągu. Później się wyjaśniło, o co chodzi, ale o tym w dalszym ciągu relacji. Myśleliśmy, że po prostu bateria się rozładowała, jednak wydawało się nam to dziwne, ponieważ było jeszcze ponad 50 %.
Image
Rzeka Kemi. Ten sam statek stał w tym miejscu, kiedy byliśmy w Rovaniemi w maju.
Poszliśmy w górę deptaku do centrum handlowego. Znaleźliśmy tam fajną kawiarnie, w której było WI-FI i gniazdka elektryczne. Podłączyliśmy baterię do ładowania, a sobie kupiliśmy po ciastku. Nie posiedzieliśmy tam zbyt długo, ponieważ do odjazdu naszego autokaru została niecała godzina. Powrót był przyjemny. Znaliśmy już drogę. W takich okolicznościach szybko doszliśmy na dworzec. Po drodzę zatrzymaliśmy się na moment, żeby porobić zdjęcia pięknie ośnieżonym drzewom.
Image

Image
Dworzec autobusowy
Na miejscu byliśmy kilkanaście minut za wcześnie. Przy naszym autokarze był wyświetlony napis ''pika''. Zapytaliśmy w kasach co to znaczy. Okazało się, że: pika=express. Następnie wyszliśmy na zatokę 3. Stamtąd miał odjeżdżać nasz autokar. Jechał on do Karasjok w Norwegii, ale my wysiadaliśmy w Kaamanen. Kierowaca wziął od nas bagaż i powiedział, ze się zatrzyma przy naszym hotelu. Po wejściu do środka zobaczyliśmy na naszych siedzeniach jakąś kartkę z napisem po fińsku. Prawdopodobnie było tam napisane coś w stylu ''miejsca zajęte''. Specjalnie dopłaciliśmy 5 EUR za wybranie własnych miejsc i mogę powiedzieć, iż to był dobry wybór. Wzięliśmy sobie miejsca w pierwszym rzędzie, żeby móc obserwować drogę. Nie widzieliśmy pleców kierowcy, bo siedzenia znajdowały się wyżej niż jego fotel. Jest to świetne miejsce do zdjęć. Osoba obok nas też miała wykupione siedzenie - posiadała karteczkę. Po wyjeździe z miasta wjechaliśmy na drogę europejską E75, która towarzyszyła nam potem przez prawie całą podróż. Od razu zrobiło się ładnie. Miałem w planach czytanie książki, ale szybko wybiłem to sobie z głowy :)
Image

Image
Czy tu nie jest pięknie? :)
Image
Droga E75. To, że ciągnie się ona z południa Grecji aż do północnej Norwegii robi wrażenie.
Image
Około 13:30 wjechaliśmy do Sodankyli, czyli pierwszego większego miasta na naszej trasie. Mieliśmy tam 15 minut przerwy.
Image
Sodankyla
Image

Image

Image
Kilkanaście kilometrów przed Saariselką wsiedli turyści, przed tym jedynymi byliśmy my i osoba obok. W Saariselce byliśmy po 15:00. Oczywiście wsiadło dużo turystów. Jest to popularny kurort narciarski, szczególnie wśród azjatyckich przyjezdnych :) Znajduje się tam pełno hoteli i sklepów z pamiątkami. W oddali widzieliśmy również stok narciarski.
Image
Saariselka
Image
Trzypasmówka :)
Po 30 minutach dojechaliśmy do Ivalo. Nie wysiadło tam wiele osób, ale i tak mieliśmy 20 minut przerwy. Poszliśmy do kawiarni kupić kanapki i napić się czegoś ciepłego. Po skończonym posiłku nie byłem pewny gdzie mam odnieść talerze, więc poszedłem się zapytać. Z tym, że zamiast ''plate'' powiedziałem ''table''. Wyszło z tego: Gdzie mogę zostawić stół? :)
Image
Siedzenia
Image
Nasze miejsca
Image
Autokar
Droga po Ivalo zrobiła się kręta. Przez większość czasu nie była w ogóle oświetlona. Latarnie pojawiały się dopiero przed wjazdem do miasta. Kierowcy jeździli na długich, żeby lepiej widzieć, jednak gdy z naprzeciwka najdeżdżał jakiś pojazd, to zmieniali na krótkie by nie oślepić kierowcy. Fajnie to wyglądało. Chociaż na początku myślałem, że coś mi się dzieje z oczami :D Po około 50 minutach dojechaliśmy do Inari. Wysiedli wszyscy. Już myśleliśmy, że zostaniemy sami, kiedy nagle wsiadła jedna osoba. Dojazd do Kaamanen zajął nam 20 minut. Tam musieliśmy opuścić autokar po 5 godzinach niezwykle przyjemnej jazdy. Wcześniej wspomniana osoba też wyszła. Ciekawe czy ktoś potem wszedł, czy kierowca pojechał do Norwegii sam. Było po 17. Temperatura wynosiła -16 stopni. Po wejściu do budynku z recepcją powitała nas właścicielka (chyba). Szybko się zameldowaliśmy, a następnie podążyliśmy za chłopakiem, który zaniósł nam pościel i przy okazji wskazał drogę do naszego domku. Wśrodku było przytulnie. Standard ogólnie dobry. Internetu nie ma w domkach. Trzeba iść do recepcji.
Image
Nasz domek
Sprawdziliśmy pogodę na zorzę. Kp wynosiło 2.33. Kupiliśmy też kanapki na kolację. Około 21:30 właścicielka zapukała do naszych drzwi. Powiedziała, że zorza jest widoczna na niebie. Oczywiście szybko wybiegliśmy na zewnątrz. Rzeczywiście była, ale baaardzo słaba. To jeszcze nie było to na co czekaliśmy. Na dwór wyszliśmy znowu o 23. Na niebie nie było nic, co można by nazwać zorzą :)
Dzień 4
Mieliśmy wstać o 2 rano i zobaczyć czy nie ma zorzy, jednak byliśmy zbyt zmęczeni i nic z tego nie wyszło. Podobno gadałem przez sen ''zorzy nie ma'' :D Po wstaniu poszliśmy do recepcji kupić kanapki na śniadanie. Sprawdziliśmy w internecie, gdzie można obserwować ptaki, bo po to tu przyjechaliśmy. Okazało się, że najlepsze miejsce jest przy hotelu Neljan Tuulen Tupa. Właścicielka potwierdziła informację znalezioną w internecie. Powiedziała, że to 10 km stąd. No pięknie. Kolejne nieprzygotowanie do podróży ;)
Spacer odpadał, bo za parę godzin przjeżdżał nasz autokar. Zapytaliśmy o taxi. W Kaamanen jest jedna taksówka. Super! Za 10 km chciała by około 30 EUR. Mniej super, ale zgodziliśmy się na to, ponieważ nie mieliśmy innego wyboru. Właścicielka zadzwoniła, jednak po chwili odparła, że nic z tego. Kierowca obecnie jest w Ivalo. Dodała również, iż wokół naszego hotelu też czasami są ptaki, a ona może popytać ludzi czy ktoś nie jedzie w kierunku drugiego hotelu. Wyszliśmy na zewnątrz.
Image

Image

Image

Image
Proszę o pomoc. Co to za ptak? :)
Image
Po kilkunastu minutach wróciłem do domku. Nie wiedzieliśmy, co mamy zrobić. Straciliśmy nadzieję, że ktoś nas podwiezie, lecz nie martwiliśmy się już o to. Za kilka dni będziemy w Inari, które znajduje się 20 minut drogi od Kaamanen. Kiedy otworzyłem drzwi w celu zrobienia fotografii krajobrazy, to usłyszłem głośne wołanie. Ktoś zgodził się nas podwieźć do Neljan Tuulen Tupa. Wymeldowaliśmy się z hotelu, bo już tu nie wracaliśmy i wsiedliśmy do samochodu starszego pana. Tył jego pojazdu był tak zagracony, że ciężko było mówić o komfortowej jeździe, ale i tak się cieszyliśmy. Nasz wybawca przejazd nie chciał nic :) Po wejściu do recepcji kupiliśmy po gorącej czekoladzie. Potem zapytaliśmy o ptaki. Podobno karmniki są za budynkiem. Niestety nie był to sezon na łuskowca, na którym nam zależało. Poszwędaliśmy się po okolicy, lecz nic nie znaleźliśmy.

Dodaj Komentarz

Komentarze (14)

niva 7 lutego 2015 23:00 Odpowiedz
Fajna relacja! Gratuluję zorzy :)Quote:Proszę o pomoc. Co to za ptak?Panie, toź to zwykły wróbel jest :mrgreen: To z czarną czapeczką, to Czarnogłówka (Parus montanus) również spotykana w Polsce.
serniczek 7 lutego 2015 23:18 Odpowiedz
Dziękuje :)Ptak przypominał mi trochę wróbla, ale jak dla mnie to się trochę różnił od tych w Polsce. Niestety na ptakach się kompletnie nie znam, choć lubię je fotografować. Kurczę trzeba się poduczyć :D
niva 7 lutego 2015 23:27 Odpowiedz
Bo ten Fiński jest troszeczkę inny :)http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_birds_of_FinlandJak chcesz się trochę dokształcić, to łap listę (niestey po angielsku, ale nauki języka nigdy za wiele) i oznaczaj to co na zdjęciach przynajmniej z grubsza :mrgreen:
maczala1 8 lutego 2015 18:01 Odpowiedz
Fajnie, mnie też stale ciągnie na północ :)Wybieram sie za miesiąc do Rovaniemi ale raczej pozostanę na miejscu. Będę pierwszy raz w tej okolicy więc jest trochę rzeczy do obejrzenia, a jak się poszczęści z zorzą,to będzie w ogóle super (co prawda musi być dosyć silna żeby ją oglądać w Rovaniemi).Dowiedziałem się z relacji, że w Turku nie wszystkie kursy autobusu linii 1 odjeżdżają spod terminala 2, to się może przydać :)
jobi 8 lutego 2015 19:00 Odpowiedz
Przyjemnie się czytało/oglądało, dobrze piszesz, bardzo skromnie, chociaż wykonałeś kawał pracy w przygotowaniu tej niełatwej podróży.Poza tym fajną masz pasję i fajną masz mamę ;-)
japonka76 8 lutego 2015 19:33 Odpowiedz
Super relacja, zorza rewelacja. :D Czekam na więcej.
serniczek 8 lutego 2015 22:11 Odpowiedz
Dziękuje za każde polubienie i komentarz :D To naprawdę dużo znaczy :) Właśnie sobie uświadomiłem, że to czwarta moja relacja w dziale Europa Północna. Wszystkie są z Finlandii :)Poszukałem w internecie informacji na temat wizzair'a i terminala 1. Znalazłem coś takiego : http://www.finavia.fi/en/news-room/news ... erminal-1/@maczala1 Życzę udanej podróży :) Jakieś plany już są?
aga_podrozniczka 9 lutego 2015 12:28 Odpowiedz
Lappland jest ladny o tej porze roku. Bylam 2 lata temu pod koniec stycznia w Saariselce, Ivalo i Inarii. Drogi niezle oblodzone miedzy Ivalo i Inarii. My doswiadczylismy temperatur do -30C. Renifery faktycznie chodza sobie jak chca i gdzie chca. Wlasciciel osrodka turystycznego, gdzie sie zatrzymywalismy, ostrzegal zeby uwazac, bo wielu miejscowych mialo spotkanie z reniferami zakonczone klepaniem samochodu. Saariselka na pewno jest celem wizyt japonskich turystow. W wielu sklepach mieli napisy po japonsku, no i na lotnisku w Ivalo tez bylo ich pelno. Podobnie jest na lotnisku w Helsinkach. Jedyne lotnisko w Europie, gdzie slyszalam zapowiedzi samolotow po japonsku, napisy informacyjne w tym jezyku rowniez wszedzie obecne. Akurat spedzilam wczoraj pare godzin na lotnisku w Helsinkach, to mialam okazje odswiezyc sobie pamiec.
maczala1 9 lutego 2015 12:38 Odpowiedz
Serniczek napisał:@maczala1 Życzę udanej podróży :) Jakieś plany już są?Plany na razie takie:- standardowa trasa Gdańsk-Turku-Helsinki-Rovaniemi- kwatera w domkach szeregowych za miastem (dobra miejscówka na ewentualną zorzę, dobre warunki i cena):https://www.booking.com/hotel/fi/lomave ... bae;dcid=2 - może ktoś tam był ?- pierwszy raz w okolicy, więc podstawowy plan zwiedzania (wioska Mikołaja, Arktikum, wzgórze Ounasvaara)- cały czas zastanawiam się nad wypożyczenim samochodu, bo to mocno ułatwiłoby poruszanie się po okolicy i można by zrobić jakiś dalszy wypad zależnie od pogody albo na północ albo nad Bałtyk do Kemi (zobaczyć ten ich słynny zamek http://www.visitkemi.fi/en/snowcastle )Dzięki za cynk o zmianie terminala w Turku, ciekawe tylko ile czasu to potrwa, bo nigdzie nie znalazłem takiej informacji.
solaris7813 7 marca 2015 14:17 Odpowiedz
Bardzo fajna, ciekawa relacja. Czekam na podsumowanie.
aga_podrozniczka 8 marca 2015 01:29 Odpowiedz
Bylam w tym muzeum w Inari, dosc ciekawe. Mieli wtedy wystawe tymczasowa z okazji 50 lecia skuterow snieznych w Finlandii. Usmialam sie tez z historii budowy drog. Pierwsza "Highway" to byla po prostu zwykla utwardzona droga, nawet bez asfaltu. Co do osrodka w Inarii, to zajechalam do jakiegos osrodka w lesie, rowniez nad jeziorem, nie wiem czy to ten sam, w ktorym byles. Z Twojego opisu wynika, ze to bylo w centrum, a ten co ja odwiedzilam to chyba byl troche poza miastem. Na zdjeciach ladnie widac kolory zimy na niebie czyli duzo zoltego, pomaranczowego, czerwonego. Co do wycieczki na skuterach snieznych, to ja bylam na przejazdzce w Szwecji, w Kirunie. Jezdzilismy po terenach lesnych, wzielismy z kolega oddzielne skutery i kazdy byl kierowca. Nie jezdze na motocyklu i srednio mi sie podobalo. Jak zalozylam kask i okulary, to nie widzialam dokladnie co sie dzieje wokol mnie. Byc moze to kwestia przyzwyczajenia. Jedna osoba z naszej grupy skonczyla w zaspie i wyciagniecie skutera troche zajelo.Nie wiem czy miejscowi Ci mowili, ale w okolicy Ivalo i Inari jest centrum, gdzie testuje sie opony zimowe. Podobno bywaja takie okresy, ze w wypozyczalniach nie ma aut, bo wszystkie sa porezerwowane przez pracownikow producentow opon. Inna rzecz zwiazana z Ivalo: jest tam The Porsche Driving Experience Center, a szkolenia obywaja sie na zamarznietym jeziorze Pasasjärv.
japonka76 9 marca 2015 16:29 Odpowiedz
Niesamowite jest to, że widząc zorzę polarną ciągle jestem zachwycona. Niby każdy wie, jak wygląda, i prawie każdy sobie zdaje sprawę, że to ciekawe zjawisko. Ale jak się raz zobaczy, to ciągle chce się więcej.
klapio 9 marca 2015 18:49 Odpowiedz
Twoja relacja przekonała mnie do odwiedzenia Laponii, dzięki 8-)
aga_podrozniczka 15 marca 2015 15:39 Odpowiedz
To ja jeszcze dodam, ze w Ivalo sa rowniez 3 supermarkety, czynne do 21.00. Jest tez duzy sklep z pamiatkami i mydlem i powidlem. Kilka hoteli. Ja zatrzymalam sie w Näverniemi Holiday Center - http://www.booking.com/hotel/fi/na-vern ... en-gb.html Standard taki sobie, ale da sie zyc. Osrodek ok 1km od centrum Ivalo. Bez z samochodu troche jak bez reki. Saariselka jest bardziej turystyczna i wyzsze ceny. Kolory nieba zima przepiekne, polecam.